Gdy na świecie pojawia się dziecko, układ sił nawet w bardzo partnerskim związku zaczyna przybierać znacznie inne kształty, radyklanie się zmienia i to zazwyczaj na niekorzyść kobiety.
Gdy kobieta spodziewa się dziecka zdaje sobie sprawę ze zmian jakie wraz z nim nadchodzą, jak wydatki, które zamiast na ciuchy pójdą teraz na wyprawkę, bezsenne noce, ale nie spędzone w klubie ze znajomymi, ale na utulaniu i karmieniu malucha, a urlop zamiast wypoczynkowy nad morzem zamieni się na macierzyński w parku. Jednak kobieta nie spodziewa się jednego, że dziecko zmieni jej związek, zakłóci równowagę jaka do tej pory panowała, nie przypuszcza, że tak może się stać, nikt jej nie uprzedził, nie ostrzegł, nie dał rady jak temu zapobiec. Dlatego jesteśmy takie zaskoczone, gdy nam się to trafia. A czy czasem nie przysięgałaś sobie, że nie będziesz jak swoja matka, czy nie obiecywałaś, że twój związek będzie wyglądał inaczej niż twoich rodziców. Byłyśmy takie wyzwolone, twarde, zdobywałyśmy wykształcenie, miałyśmy pracę i same zarabiałyśmy pieniądze, opłacałyśmy rachunki. Potrafiłaś dzielić obowiązki domowe pomiędzy was, ja piorę, ty robisz zakupy, raz ja sprzątam, raz ty, ja wkładam do zmywarki, ty z niej wykładasz. Teraz gdy jest dziecko nagle robi się bałagan, wszystko przestaje działać, dlaczego?
Na urlopie macierzyńskim kobieta zajmuje się dzieckiem całodobowo, tatuś ewentualnie czasem pomoże wykąpać malucha, da butelkę z mlekiem, którą najczęściej i tak przygotowałaś ty (bo on nie potrafi, a przecież ty umiesz robić najlepszą na świecie), a ty karmisz sześć razy na dobę, przewijasz całą masę razy, wygotowujesz smoczki, butelki, podajesz lekarstwa, pierzesz ubranka, a następnie prasujesz, chodzisz z małym na spacery. Wiesz wszystko o pieluchach, nowych zasypkach, kaszkach, witaminkach, pamiętasz terminy wizyt u lekarza, kupujesz maść na bolące dziąsła, gryzaczki, chusteczki, masujesz bolący brzuszek, a przede wszystkim nosisz, nosisz, nosisz.
Gdy kończy się urlop macierzyński zostajesz w domu, bo nie chcesz oddać dziecka do żłobka, a na nianię cię nie stać. Jesteś coraz bardziej zmęczona, sfrustrowana, nie masz czasu na przeczytanie książki, pójście do kosmetyczki, nie masz czasu nawet na to, by po prostu pobyć sama, odpocząć. Dziecko pochłania cały twój czas i energię.
Kochasz dziecko najbardziej na świecie, to oczywiste, ale tak samo oczywiste jest, że popadasz w rutynę, która zaczyna coraz bardziej dusić i uwierać. Jesteś coraz bardziej rozczarowana i nerwowa, zaczyna brakować ci cierpliwości, a ona przy wychowaniu dziecka jest niezbędnie potrzebna.
W takiej sytuacji nic więc dziwnego, że nagle w związku wszystko zaczyna trzeszczeć, coraz trudniej się porozumieć, a miłe rozmowy, czułe słówka znikają, a rozmowy ograniczają się do organizacji dnia, albo zapada głucha cisza..., a w myślach żal i pretensje. Zaczynacie żyć w dwóch różnych światach. On cię przestaje zauważać, nie docenia twojej potwornie ciężkiej pracy, nie rozumie zmęczenia, w ogóle nie czuje tego, że zwalił na ciebie ogromną ilość obowiązków. Mąż przestaje być przyjacielem. Macierzyństwo bardziej ogranicza kobietę niż mężczyznę. To ona musi zmieniać swoje życie, wypada z rynku pracy, staje się granatem nad kołyską. Wszystko przewraca się do góry nogami. Nie jesteś sama, aż 70% par twierdzi, że po urodzeniu się dziecka czerpie mniej radości z życia, pierwszy rok po urodzeniu dziecka jest okresem najtrudniejszym i najbardziej narażonym na rozpad. Winny za to właśnie jest fakt, że związek, po pojawieniu się małego człowieka, staje się mniej partnerski. Kobiety, mówiąc bardzo, ale to bardzo oględnie, że nie są tym faktem zachwycone-dziecko oznacza, że spadnie na nich ogromna część obowiązków domowych, które trzeba na dodatek pogodzić z tymi, które dotyczą niemowlaka. Kto ma pieniądze ten ma władze, prawda znana od wieków, a w takiej sytuacji staje się ona domeną mężczyzny. On idzie do pracy, utrzymuje dom i to ma wystarczyć, w domu nie robi nic, a w nocy do dziecka nie wstaje w ogóle, tłumacząc, że rano musi wstać do pracy. Zapomina tylko, że dziecko też budzi się wcześnie rano i ty również musisz wstać, nawet jeżeli wstawałaś do niego w nocy średnio co 3 godziny. Faceci nie zdają sobie również sprawy, że przyjście na świat dziecka sprawia, że na obowiązki domowe poświęcamy dwudziestokrotnie (!) więcej czasu, że zmywarka, która wcześniej włączana była raz na dzień, teraz myje pięć razy, podobnie jest z pralką, że zakupy robi się znacznie częściej, a śmiganie na miotle i szmacie nie odbywa się jak dotąd w sobotę, tylko przynajmniej raz dziennie, bo dziecko chodzi po podłodze, bierze do buzi różne rzeczy. Co więcej każde wyjście z domu jest jak wielka wyprawa z dużym bagażem, nawet gdy chcesz po prostu iść do sklepu, czy banku przygotowanie do takiego wyjścia zajmuje ci pięć razy więcej czasu, niż zanim pojawiło się maleństwo.
Jest jeszcze jedna kwestia-pieniądze. Dla kobiety, która wcześniej zarabiała pieniądze, a teraz zajmuje się dzieckiem, uzależnienie finansowe i płynące z niego poczucie braku wolności bywa bardzo dotkliwe. Dzieje się tak, ponieważ facet często uznaje, że to właśnie on i tylko on będzie teraz decydował na co przeznaczyć pieniądze, kompletnie nie rozumie dlaczego kobieta czuje się skrzywdzona i upokorzona i to wcale nie chodzi o pieniądze jak to się mężczyzną wydaje. To nie tylko kwestia finansowa, ale konflikt o to, kto od kogo jest zależny. Kobieta w jakimś stopniu traci tą niezależność, a ich siła przetargowa jest mniejsza ze względu na większe uzależnienie psychiczne.
Ale nie musi tak być!Często same kręcimy na siebie bata. Bo czy nie jest tak, że same odsuwamy tatusiów od tych wszystkich czynności związanych z dzieckiem, bo uważamy, że zrobimy to lepiej, szybciej. Pewnie tak, ale tatuś nieważne jak będzie to robił, ważne by robił, jeżeli ma z czymś problem pomóż mu, pokaż. Angażuj go w kwestie związane z WASZYM dzieckiem, zaproponuj by wybrał się z nim na spacer, będziesz miała wtedy chwilę dla siebie, niech zmienia pieluchy, kładzie dziecko spać, przekona się wtedy, że nie jest to taka prosta sprawa położyć spać bobasa, który ma akurat ochotę na zabawę, jak wielkiej cierpliwości i spokoju to wymaga, gdy na przykład dzień był pełen nerwów. Od samego początku gdy pojawia się dziecko powinnyśmy stanowczo ustalić zasady opieki i podział obowiązków. Nie chodzi tylko o odprężenie żony, chociaż to też istotne, ale najważniejsze jest by ojciec czynnie uczestniczył w życiu swoich dzieci. Nieuniknione są przepychanki, kto i co powinien zrobić przy dzieciach, w końcu wasze życie zmnienia się pod rytm malucha, ale istotne jest by to nie zakłóciło równowagi waszego związku.
I to nie jest tak, że wszyscy faceci są znieczuleni, nieczuli, wchodzą do domu siadają na kanapie i czekają na swoją kelnerkę (żonę), by przyniosła obiad, a dzieckiem nie interesują się w ogóle. Znam wielu tatusiów, których nie przeraża zmiana pieluchy, czy trzymanie dziecka na rękach, którzy chętnie bawią się z dzieckiem budują tory dla samochodzików, czy domki dla lalek, robią mleko, które smakuje maluchowi. Są i tacy, którzy żałują, że nie mogą wziąć urlopu macierzyńskiego.
Chodzi po prostu o to, by oby dwie strony były szczęśliwe i cieszyły się owocem, który powstał z miłości. By tak było trzeba rozmawiać, mówić o swoich rozterkach, problemach o tym co nam przeszkadza, a co cieszy, jak chcielibyście by wyglądała nasza rodzina, wspólnie spędzany czas. Okres macierzyństwa ma być radośnie spędzonym czasem, dlatego ojcowie pomagajcie swoim żoną i przejmijcie część ich obowiązków, a wtedy harmonia związku będzie zachowana, a ona nie będzie czuła się źle będąc w domu z dzieckiem, będzie wiedziała, że o niej myślisz i troszczysz się o nią i unikniecie pułapki na mamę.
A co z kobietami, które już w nią wpadły? Znam parę, u której problem rozwiązał się niejako sam. On stracił pracę, ona akurat ją dostała, więc musieli zamienić się rolami. Ona wychodziła z domu, a on zostawał z pieluchami, soczkami, płaczami. Był wykończony, a trwało to tylko 2 miesiące, ale całkiem wystarczyło, żeby w ich związku zapanowała równowaga.
klo